DZIŚ DZIEŃ LUMPEKSÓW. IDZIEMY NA ZAKUPY!

Co roku na świecie sprzedaje się 80 miliardów sztuk nowych ubrań! To o 400 procent więcej niż jeszcze 20 lat temu. Nowe ciuchy nas zalewają. Dlatego lepiej kupować w second handach. Lumpowanie jest eko!

17 sierpnia obchodzimy Dzień Lumpeksu. Nazywany lumpem, szmateksem, ciucholandem, grosikiem i chyba najczęściej second handem. Pierwsze takie sklepy w Europie pojawiły się ponad 60 lat temu i odzież sprzedawano w nich na wagę. Mało kto pamięta, że w Polsce niby second handy istniały już w czasach PRL-u. Były to słynne komisy odzieżowe. Różnica była jednak zasadnicza, bo można było w nich kupić przede wszystkim drogie ubrania z zagranicy. No i tylko z rzadka były to rzeczy używane.

 

Gdy wraz z transformacją lumpeksy dotarły do Polski to cała oferta, tj. najczęściej sterta ubrań „dla każdego coś miłego” wykładana była na byle jakim składanym stoliku, a w sklepach w wielkich koszach. Dziś praktycznie każdy lumpeks wygląda inaczej niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Ubrania są wyprane, posegregowane i eksponowane na wieszakach.

– Zakupy w second handach modne są od kilku lat, ale teraz stały się naprawdę hot! – mówi Anna, studentka iberystyki, która pracuje i ubiera się w warszawskim lumpeksie. – Coraz więcej kupuje u nas młodych osób, przychodzą regularnie, szukają konkretnych, dobrych jakościowo ubrań. Mam też wrażenie, że robi u nas zakupy także więcej mężczyzn – opowiada. I faktycznie, podczas rozmowy z Anią mężczyzna mniej więcej około 30-tki potwierdza, że jest stałym klientem lumpeksów. Ostatnio kupił marynarkę Hugo Bossa w świetnym stanie, a dziewczynie sweter z kaszmiru. Za grosze! Według GUS ponad 10 mln dorosłych Polaków ubiera się w second handach, a do wyboru ma blisko 30 tys. placówek i ich liczba rośnie, powstaje też coraz więcej sklepów vintage.

 

Nie kupuję w sieciówkach!

– Od ponad roku nie kupuję w sieciówkach – mówi 17-letnia Martyna z Bydgoszczy. – Szukam ubrań w second handach, czasem kupuję, ale przede wszystkim sprzedaję niepotrzebne mi już ubrania na vinted.pl. Staram się, aby w mojej szafie znajdowały się oryginalne ubrania, ale przede wszystkim cieszy mnie, że mają swoje drugie życie – zapewnia licealistka. Jak trafiła do second handu? Zwyczajnie szukała oryginalnych ubrań, za które nie zapłaciłaby fortuny. Równie ważna była świadomość, że robi coś pożytecznego, bo nowe ciuchy po prostu nas zalewają. – Na świecie na wysypiska śmieci trafiają tony niechcianych ubrań. To szokujące, ile przy tym zmarnowało się wody, energii…. Tylko wyprodukowanie jednej pary jeansów pochłania około 10 tys. litrów wody – wylicza. Dlatego w szafie Martyny swoje drugie życie mają żakiety, spódnice, spodnie i – prawdziwy unikat – przepiękne palto za niespełna 30 zł.

Dla Martyny i jej przyjaciół chodzenie po lumpeksach to norma. Kupują tu wszyscy, niezależnie od zasobności portfela. To jest trendy, to jest hot. Ostatnio Martyna odkrywa też upcykling – kupione w lumpeksie ubrania potrafi dopasować do siebie. Kupuje też większe rozmiary i szyje z nich zupełnie nowe ubrania.

Mamy 400% więcej ubrań niż 20 lat temu

Martyna oczywiście ma rację. Na świecie produkuje się za dużo nowych ubrań. Czy wiecie, że zużywamy dziś cztery razy więcej ubrań niż jeszcze 20 lat temu, a w dodatku służą nam one o połowę krócej? Okazuje się przy tym, że tylko 8% ubrań dostaje szansę na drugie życie, 10% przerabiane jest na tzw. czyściwo dla przemysłu i paliwo alternatywne, a ponad 80% prawie nowych ubrań ląduje na wysypisku śmieci – alarmuje raport Boston Consulting Group i „Vogue Polska” „Consumers’ Adaptation to Sustainability in Fashion”. Dlatego wszystkie pomysły uczące odpowiedzialnego korzystania z ubrań, namawiające do używania ich jak najdłużej, naprawiania, dbania, pożyczania, kupowania z drugiej ręki są dziś naprawdę potrzebne.  A możliwości jest wiele. Julia z www.joulenka.pl dziesięć lat temu miała ponad 30 sukienek. Teraz znacznie mniej i większość jest uszyta przez nią, a 2-3 pochodzą z drugiej ręki. Nie ma żadnych z sieciówek. Julia uczy i prowadzi warsztaty.

Autor video: joulenka

 

Lumpeks to nie zawsze znaczy to samo

Agnieszka Katyńska przez lata prowadziła m.in. popularny wrocławski second hand, w którym bywały zarówno znane aktorki i piosenkarki jak i przypadkowe kobiety.

– Przez te lata wszystko się jednak zmieniło. Jeszcze kilka lat temu łatwiej było o ciuchy renomowanych marek produkowane z najlepszych surowców. Teraz zdarza się to coraz rzadziej – niestety jest coraz więcej chińszczyzny z materiałów bardzo niskiej jakości. Dziś, żeby znaleźć w lumpeksie coś naprawę wyjątkowego trzeba poświęcić sporo czasu. Moim zdaniem warta uwagi jest teraz tylko co setna rzecz – mówi. Po trochu z tęsknoty za lepszymi czasami wpadła na swój najnowszy pomysł.

Fot. Fridom Clothes

Na wrocławskiej wyspie Tamka wśród drzew stoi niezwykła przyczepa kampingowa z efektowną podobizną Fridy Kahlo autorstwa streetartowego artysty Filipa Niziołka. To „Fridom Clothes” Agnieszki. Są tu znane marki, znani projektanci, markowe sukienki, bluzki, żakiety. Z jedwabiu, wełny i bawełny, które nigdy nie wyjdą z mody. – Moda dla każdej kobiety jest inna, nieważne czy modne są lata 50 czy 70, ważne jest to, w czym się dobrze czuję. Zachęcam też kobiety do zmian, zwłaszcza w kolorystyce. Życie bywa zbyt szare, żeby z tego nie korzystać – przekonuje. Po latach doświadczeń pewna jest także, że ubrania są tak naprawdę pretekstem do rozmowy, poznania innych kobiet. – Teraz czuję się wreszcie wolna. Warto marzyć, nawet jeśli nie masz dużych pieniędzy. Trzeba tylko bardziej pokombinować. Mogę mieć własny sklep i nie zamartwiać się o czynsz. Będę jeździła po różnych miejscach we Wrocławiu, ubierała i poznawała kobiety, może też wrócę do szycia – kończy.

W stacjonarnym, czy może w sieci?

Niedawno amerykańska firma ThredUP jeden z największych na świecie sklepów internetowych sprzedających używane ubrania, ogłosiła, że podpisała porozumienie w sprawie przejęcia Remix Global AD – europejskiego potentata w sprzedaży odzieży używanej przez Internet. Asortyment vintage cieszy się największym zainteresowaniem wśród millenialsów i generacji Z i wyraźnie rośnie, także w Polsce.

Agnieszka i Kasia – pasjonatki, które od 11 lat prowadzą łódzki sklep Cukier Puder z modą z drugiej ręki – też mają sklep internetowy. – Pandemia przyspieszyła rozwój sprzedaży online. W naszym sklepie internetowym odnotowujemy coraz więcej klientów, z całej Europy, a także ze świata. I dobrze, niech te ubrania krążą po całym świecie, niech mają swoje drugie, i kolejne życie – mówią. Same są jednak tradycjonalistkami. Ubrania kupują i sprzedają przede wszystkim na targach, a w poszukiwaniach kierują się instynktem i swoim gustem.

Fot. Cukier Puder

 

– Mam 34 lata i jeszcze niczego nie kupiłam przez Internet – śmieje się Agnieszka. –  Ja po prostu muszę dotknąć ubranie, żeby się w nim zakochać i je kupić! Wszystko, co mamy w „Cukrze” było przez nas dotykane. Sprawdziłyśmy każdą metkę, bo jakość jest bardzo ważna. Np. poliester kiedyś był staranniej wytwarzany – dziś to często kiepska taniocha – dodaje. Kasia też próbowała swoich sił podczas zakupów przez Internet, ale poddała się. Wybiera zakupy w realu. – Ubrania vintage mają bardzo różne rozmiary. Kiedyś ludzie byli szczuplejsi, z czasem to się zmieniało. Mniej więcej w 2000 r. rozmiarówki bardzo się powiększyły! –  wyjaśnia.

 

Oddaj, sprzedaj, przerób

A co dziewczyny robią z ubraniami, które nie są już im niepotrzebne? Kasia rzeczy po swoich dzieciach oddaje znajomym, którzy mają młodsze pociechy. – Sprzedajemy również na vinted.pl. W pandemii stwierdziłyśmy, że w pracowni nazbierało się bardzo dużo rzeczy. Wpadłyśmy na pomysł, aby razem z krawcową delikatnie przerobić te, które nam się już opatrzyły. Spodobały się i szybko znalazły nowych właścicieli – opowiada Agnieszka. Podobnie radzą sobie inni. Możemy używane ubrania oddać, wymienić, sprzedać lub przerobić. Do wyboru mamy wiele popularnych portali sprzedażowych, np. vinted.plszafa.pl, Zalando Pre-owned. Na ogół ciuchy po prostu sprzedajemy, choć na Zalando otrzymamy kartę przedpłaconą na inne zakupy lub przekażemy pieniądze na jedną z organizacji charytatywnych.

Możemy też skorzystać z ubraniadooddania.plTo polski start-up, który połączył zbiórkę odzieży używanej ze wsparciem finansowym organizacji charytatywnych. Jak to działa? Pakujemy niezniszczone rzeczy (ubrania, biżuterię, torby) w kartony, zamawiamy bezpłatnie kuriera, a na stronie ubraniadooddania.pl klikamy w kampanię organizacji, którą chcemy wesprzeć. Zebrane ubrania podlegają sortowaniu, a te dobrej jakości trafiają do ponownego obiegu.

Wróć do Aktualności